Mam sobie kurwa strzelić w łeb, bo kocham Cię na zabój ? Czy mam strzelić
w powietrze żeby zaczął się bieg ? Bo skurwysynu, są tu zimne, mają w sercach
lód, W głowie milion marzeń, Ciągle czuje głód, Czegoś nowego co się
wydarzy. Przejdź się w moich butach, słyszałęm to tysiąc razy, I
patrz komu ufasz, Słyszałem to milon razy. W moich butach, możesz czuć
się jak w Nike'ach Po mieście przyciąć, bo w twoich czuję się jak w
lakierkach, Z białą skarpetą. To nie kwestja gustu, raczej smutku
poczucia, Stoję nad krawędzią, mam mieszane uczucia, Mam zrobić krok do
przodu,do tyłu, Albo dopierdol, albo się przyłóż, Stanu pomiędzy nie
ma, Mam swoją drogę, stawiam na dobre, wybieram progress, A Ciebie mi nie
potrzeba, POW !
Tu nawijki miasta łodzi Zimną vódke, zimną vódke...
Biorę co moje, reszta nie liczy się wcale, Pewna jest tylko śmierć,
podatki, kolejny balet, Chuj, niczego nie żałuj, Ostatnie starcie,
pamietaj o korzeniach i wykorzystuj szanse, Kolejny tekst umysły, dissy
rozkurwia Dwa zero jeden jeden, synek znów łapię bucha, chodź, Mam na czym
polegać, ja tu robię RAP i pierdole jak i kto mnie ocenia, Piję i pale, jade
grać i na balet, Żeby dobrze skończyć zimną vódkę, grube jointy, I sam już
nie wiem czy tu lepiej być na zawsze, Ale co mi zostanie, moge spojrzeć Ci
przez ramię, Piekne panie, kurwa mać, kiedyś byłaś moja, Teraz myślę o
tobie, ale już nie umiem kochać, Niech ktoś przyjdzie po nas, albo zostaniemy
sami, Wiele rzeczy bym zrobił inaczej, nie przekraczał granic, Piękne są
chwile, tam życiorys swój piszesz, Ostatni raz HIP-HOP zmienił moje
życie,
Tu nawijki miasta łodzi Zimną vódkę, grube jointy, Zimną vódke, zimną
vódke...