Na krążku nagrało się tylu gości, że nawet DJ 600 Volt, który zresztą jest producentem jednego z kawałków, nie powstydziłby się takiego składu. W ekipie Molesty zabrakło jednak Wilka, który towarzyszył im od trzeciego albumu zatytułowanego Taka płyta... Brak tego artysty spowodował, że zespół znów brzmiał jak na krążku Ewenement, co nie ukrywam, bardzo mnie ucieszyło gdyż uważam, że była to jedna z najlepszych płyt z polskim HH.
Wracając do albumu Molesta Ewenement + Kumple, muszę przyznać, że jestem lekko zawiedziony. Płyta jest bardzo dobra i nie mam, tak naprawdę, czego się przyczepić, ale biorąc pod uwagę liczbę i jakość artystów zaproszonych do współpracy nad nią oraz powrót Molesty do składu z przed 2000 roku można by się spodziewać bomby termonuklearnej, która wybucha i powala nas na kolana swoim brzmieniem zaraz po włożeniu nośnika do odtwarzacza. Otóż bomba ta okazała się może nie tyle niewypałem, co mieszanką źle dobranych materiałów wybuchowych.
Już od dawna nosiłem się z zamiarem kupna tego wydawnictwa i jak już wreszcie tego dokonałem to bałem się, że po przesłuchaniu krążka będę wściekły na siebie, że tak długo zwlekałem z nabyciem tak dobrej płyty. Jednak zaraz po wciśnięciu na pilocie przycisku PLAY zorientowałem się, że jedyne, czym mogę się zdenerwować to brakiem 30zł, które wydałem na album. Ale to też się nie stało, gdyż po słabym intro sytuacja się troszkę zmieniła. Okazało się, że album składa się z poukładanych na przemian szybkich i wolnych kawałków. Tak naprawdę można by zrobić z niego dwa mini albumy, z których jeden kręciłby się leniwie w odtwarzaczu i swoim brzmieniem zachęcałby do położenia się do góry brzuchem, relaksując się przy tym za pomocą niedozwolonych substancji, a drugi byłby głośnym młotem pneumatycznym, który mógłby nas budzić codziennie rano do pracy. Stało się jak się stało i wszystkie te utwory znalazły się na jednym krążku, przez co nie można się przy nim specjalnie odprężyć ani też zbytnio nakręcić. Ma to na pewno swój urok i być może takie było zamierzenie producentów, ale mnie to nie rusza.
Tak czy owak nie żałuję, że kupiłem album Molesta Ewenement + Kumple, gdyż jestem wielkim fanem tego zespołu i używając parafrazy słów mojego dobrego znajomego przyznam się, że kupię każde gówno, które Molesta nagra i wyda.