Jak dla mnie jest to następny powód, aby nie oglądać MTV. Tym bardziej, że na imprezach tego typu spodziewałbym się gwiazd w stylu Gosi Andrzejewicz, "nowej" Agnieszki Chylińskiej, czy nawet prędzej pomyślałbym, że na przyjęciu zorganizowanym dla Angeli, gdyż to ona będzie bohaterką pierwszego programu Moje Słodkie Urodziny, pojawi się Justin Bieber, a tymczasem wystąpił tam Tede. Ten sam Tede, który jest twórcą złotej płyty o jakże wiele mówiącym tytule fuckTEDE.
Z jednej strony jestem ciekawy, a z drugiej przerażają mnie trochę powody, jakimi kierował się Jacek zgadzając się na występ w takim programie. Przecież to jest nic innego jak granie do kotleta, dla bandy naćpanych nastolatków dodatkowo nagrywane i później emitowane przez stację telewizyjną, która muzykę ma już tylko w nazwie. Chciałbym wierzyć, że nie chodzi tu tylko o pieniądze, że jest jeszcze drugie dno, które zmusza Tedego do brania udziału w tym cyrku. Być może, MTV dysponuje jakimś materiałem zdjęciowym zrealizowanym w Mielnie, który w jakiś sposób kompromituje Jacka i szantażuje chłopaka zmuszając go do takich, a nie innych rzeczy. Ponoć warszawiak spotkał się tam oko w oko z Peją, więc kto wie, co się tam działo. Każde nawet najgłupsze wytłumaczenie było by lepsze od faktu, że Tede aż tak bardzo się sprzedał i był olbrzymią maskotką, z którą można było sobie cyknąć fotę na urodzinach u Angeli.