Użyłbym mocniejszych słów, ale obawiam się o cenzurę, więc posłużę się cytatem z Niekrytego Krytyka: OMG! Już dawno nie słyszałem tak kiczowatego numeru. Mezo znów wraca do starej formy.
A może nigdy z niej nie wyszedł? Nie wiem, bo jakoś nie jestem na bieżąco z jego twórczością, choć muszę się przyznać, że słyszałem kilka numerów z jego ostatniej płyty zatytułowanej Mezoteryka.
Co prawda nadal wstydziłbym się ją puścić w aucie i zrobić rundkę po mieście, a w niektórych rejonach wręcz bym się bał o własne bezpieczeństwo, ale muszę przyznać, że kawałki, które dotychczas słyszałem były... nazwijmy to znośne. Nie wywoływały u mnie torsji, odruchu wymiotnego, ani niepohamowanej ochoty zadzwonienia na linię dla samobójców.
Aż usłyszałem utwór Cash. Takiego... czegoś nie słyszałem chyba od czasów szlagieru Libera i Donia, który królował kilka lat temu na wiejskich dyskotekach, znanego pod tytułem Suczki.
No powiem Wam, że numer Cash jest mocny. Próbowałem obejrzeć sam teledysk, bez dźwięku; próbowałem słuchać samego audio, bez obrazu; próbowałem, nawet wyłączyć dźwięk i obraz, ale świadomość, że to ciągle Mezo i jego Cash wywoływała ciągle ten sam efekt. Wsadzić widelec do kontaktu; siedząc w wannie pełnej wody, zatopić w niej podłączony do sieci elektryczny opiekacz, albo wybrać się na stadion Legii z szalikiem Wisły Kraków - wszystko to, wydaje się lepszą perspektywą niż kolejne przesłuchanie tego utworu. Mam wrażenie, że jak jeszcze raz kliknę play, to popsuje się YouTube, albo padnie cały Internet. Mimo to zaryzykuję. Wstawię ten klip na Ziomy.pl. To jest życie na krawędzi, wiem o tym, ale to wszystko dla Was. Sprawdźcie i żałujcie przez resztę życia, że to usłyszeliście. Mezo - Cash